|
Mirosław P. Jabłoński "Duch Czasu"
część pierwsza
Teraz nie myślał, nie było go, a kiedy przyszedł do siebie to przekonał się, że żyje, że nie umarł i z tej radości dostał takiego kaca, katzenjammer vel kociokwik, że przez miesiąc kwiczał niczym samica gatunku thalarctos maritimus rżnięta przez trzydzieści dni i nocy na jutlandzkich, wiecznie zielonych łąkach, należących do reliktowego króla. Po upływie tego czasu włączył się Kmita. - Klin klinem? - zaproponował Bobowi, znajdującemu się ciągle jeszcze in articulo mori. - Non decet, przyjacielu - odparł Crane słabym głosem. -. Wiem, że potores bibuli media de nocte falerni oderunt porrecta negantem pocula, pijacy podnieceni falernem o północy już nie znoszą tego, kto odmawia podanego mu pucharu, ale nie przystoi, gdy wyruszam do Ziemi Świętej, do Wolnego Miasta Jerozolimy, w którym przebywa mój obrzezany przyjaciel, Aron Polnykamień, alias Podkładka. Zobaczę Ścianę Płaczu, jedyny ocalały fragment Drugiej Świątyni, odbudowanej i rozbudowanej przez Heroda I Wielkiego, po niszczycielskich działaniach Nabuchodonozora i restauracyjnych Zerubabela, których to wysiłków podjął się Herod, by ugłaskać nienawidzących go - jako poplecznika Rzymu i propagatora pogaństwa - Żydów. Był on mężem okrutnym, ale też niepospolitych talentów politycznych, bowiem dzięki przyjaźni z Markiem Antoniuszem został najpierw królem Judei, a po bitwie pod Akcjum na Morzu Jońskim, w której Antoniusz i Kleopatra dostali setne baty, zyskał łaski zwycięzcy Oktawiana, późniejszego Augusta.
- Well - powiedział Kmita. - Ty, niedowiarku, nie będziesz miał swego Damaszku. Fugas chrustas, Crane! - Jestem zwolennikiem teologii śmierci Boga, czyli wyznawcą bezreligijnego, ateistycznego chrześcijaństwa Bonhoeffera, który postulował usunięcie roboczej hipotezy Boga z problematyki wiary, a zostawienie całej reszty tak jak jest, czyli był za etyczną interpretacją tradycyjnych pojęć biblijnych i całej dogmatyki Nowego Testamentu. Zauważ, iż zgadza się to doskonale z żydowską anegdotą o tym, jak to uczeń w chederze zażądał od mełameda, by mu Torę w jednym zdaniu objaśnił. "Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe - miał oświadczyć święty mąż. - Reszta to komentarze".
- Posiedźmy chwilę przed twoją wyprawą. To rosyjski zwyczaj, ale i my zawsze siedzimy. Nawet, jeżeli nigdzie nie wyjeżdżamy. - Jesteś kazuistą, Kmita - powiedział Crane, siadając jednak posłusznie. - Kręcisz jak szewc kopytem. Albo jak mój przyjaciel Carlos swoim Pepitem. Dasz wiarę? Spotkałem faceta, który miał kutasa długiego i w prążki, zupełnie jak equus grevyi, czy też equus zebra, którą zabił i spopielił swym wykonanym z bambusa i liści palmowych myśliwcem ugandyjski pilot, późniejszy - bo post mortem - bohater narodowy. Jego przypalony nieco móżdżek, uwędzony w dymie bambusa arundinacea i liści musa sapientum, czyli przepysznego banana pizang, dostarczono w naturalnym naczyniu oraz z wszelkimi honorami, należnymi poległemu na służbie obrońcy granic, do Kampali, po czym zjedzono podczas rytualnych tańców na centralnym placu miasta.
Teraz więc bardzo była wszystkim potrzebna odwaga poległego lotnika-bohatera, bowiem hordy oburzonych naruszeniem umiłowanej granicy Kenijczyków stały pod miastem. Pułkownik Nimonga, naczelny dowódca Bambusowo-Bananowych Sił Powietrznych, w skrócie BBAF, zaproponował, by za sterami jego niezawodnych myśliwców usadzić konie (gdyż gdzieś wyczytał o podobnym postępie, tylko nie pamiętał tytułu dzieła), a poza tym doszedł do wniosku, iż pod względem doznań smakowych mózg konia, equus, nie ustępuje w niczym mózgowi lotnika, homo sapiens. Przemyślny fortel nie udał się jednak, bowiem użyte podczas pierwszej akcji przeciwko odwiecznemu nieprzyjacielowi konie, którym nie wpojono odpowiedniej dawki dyscypliny, pozjadały bananowe liście poszycia skrzydeł, przez co zmalała znacznie siła nośna na ich płatach i eskadry pospadały na łeb na szyję, i to - niestety - nie wrogą. W ten prosty sposób wytrzebiono ostatnie konie i wówczas została jeszcze na Ziemi tylko kobyła konia Przewalskiego, equus przewalskii, przechowywana w jurcie przez jednego Mongoła i używana przez niego jako wierzchowiec, karmicielka, żona i kochanka; oraz koń mechaniczny, vulgo Pferdestä rke, alias horse power, vel cheval-vapeur. "Vide cui fide!" - zakrzyknął na to prezydent Ugandy, doktor Tonga-Tonga, do struchlałego pułkownika Nimongi, po czym kazał tego ostatniego położyć na pędach rosnącego obok pałacu prezydenckiego młodego bambusa, co wykiełkował na miejscu lotniczej hekatomby. Gdy pędy b. arundinacea pięknie się zazieleniły, a zdrajca Nimonga przestał drgać, ciało jego upieczono, pieczeń podzielono i rozdano na liściach banana pomiędzy rodzinę prezydencką oraz dostojników państwowych i wyższych od marszałka stopniem dowódców wojskowych. Nadworny kucharz prezydenta, człek podłej kondycji, bo biały i porwany za młodu z kuchni hotelu "Savoy" w Paryżu, rozebrał Nimongę tak: szynka dla prezydenta, kutas i jaja dla prezydentowej, uda - w trzydziestu zgrabnych porcjach - dla bliższej i dalszej rodziny prezydenta, która na ucztę nadeszła z pobliskiego lasu; żylakowate łydki dla wyższych urzędników ministerialnych; nerki i wątroba dla ministra wojny, wielkiego opoja; kocioł przyprawionych majerankiem, majorana hortensis, flaków Nimongi dla obergeneralissimusa Morangi i jego licznej familii; skrzydełka i piersi Nimongi dla szesnastu córek doktora Tongi-Tongi; płucka na kwaśno dla generalissimusów Polandy i Pilandy, a resztę dla psów, co strzegły stolicy, nie pozwalając wejść do niej obcym wojskom. Natomiast mózg rzucono właśnie tym ostatnim, by Kenijczycy go zjedli, zarazili się zdradą i poszli oblegać swoje Nairobi - lecz i ten podstęp się nie udał. Rozporządziwszy w ten sposób doczesnymi szczątkami Nimongi, nadworny kucharz prezydenta, niejaki Jean-Paul Baumonte, ukrył zaoszczędzone resztki pułkownika, by sprzedać je z zyskiem na czarnym rynku, jako cenioną przez wszystkich poddanych Tongi-Tongi koninę. Teraz staje się jasne, dlaczego takiej ekscytacji doznał bohaterski pilot na widok samotnego egzemplarza equus grevyi czy też equus zebra, pasącego się na zboczach Elgonu; a także znanym staje się powód, dla którego zapędził się za nim aż na kenijską stronę, gdzie prawdopodobnie został zestrzelony z wyrzutni orzechów kokosowych ziemia-powietrze. - Przy tobie jestem najczystszej wody weredykiem - oburzył się kazuista Kmita. - Łżesz jak pies, canis familiaris, i nawet nie wiesz, jaka jest średnia długość życia mieszkańców Kenii i Ugandy.
- Myślę - powiedział ostrożnie Kmita - że byłaby to pocieszająca wiadomość dla naszego przyjaciela jarla Erika Johansona z Angmagssalik. Gdyby przeniósł się w sawanny Afryki, uchodziłby tam za współczesnego Matuzalema, żyjącego 969 lat dziada Noego. Późny wiek, a co za tym idzie spora łykowatość, czyniłaby go niejadalnym w oczach tubylców i widzę tylko jeden szkopuł takiego rozwiązania - musiałby z rzodkiewek, raphanus sativus, szpinaku, spinacia oleracea, i kiwi przerzucić się na banany, musa sapientum, oraz młode pędy bambusa, bambusa arundinacea. Ale za to - jakiż luz psychiczny! Długość już tylko jego obecnego życia przekraczałaby sumę średnich dla Kenii i Ugandy, a byłaby dwukrotnie wyższa od każdej z nich. - Well, Kmita - powiedział Crane. - Myślę, że skoro rosyjskim obyczajem posiedziałem sobie przed drogą, to teraz możemy się napić strzemiennego!
- Widziałaś się z Carlosem? - zapytał.
Poruszyliśmy tutaj sprawę ptactwa morskiego, dlatego chciałbym powyższe rozważania rozszerzyć o pingwiny, sphenisciformes. Otóż ptaszyska te występują, w przeciwieństwie do białych niedźwiedzi, na Antarktydzie, na wyspach oceanów południowej półkuli i w Patagonii - co niewątpliwie musiał zaobserwować wielki żeglarz James Cook, kapitan Jego Królewskiej Mości. Mało tego, taki pingwin okularowiec, spheniscus demersus, zamieszkiwał zachodnie wybrzeże Afryki południowej, a aptenodytes patagonica - Ziemię Ognistą, wyspy Kergulena i Falklandy. Podczas pierwszej wyprawy, w 1773 roku, Cook dotarł w pobliże obecnego antarktycznego wybrzeża Księżniczki Ranghildy; w czasie drugiej, po roku, przekroczył siedemdziesiąty równoleżnik na późniejszym Morzu Amundsena, a w trakcie trzeciej, w kolejnym roku, opłynął Horn. Musiał więc widzieć pingwiny, a niedźwiedzi ani śladu. Wskazywałoby to, według teorii Crane'ów, ojca i syna, iż bieguny już przynajmniej raz zamieniły się rolami, i pingwiny - które, jak dziś alki, umiały wówczas latać - zabrały się z północnym biegunem na południe, zaś thalarctos maritimus, jako ciężki z natury i nielotny, pozostał na dupie w Arktyce.
Rozeźlony ruszył więc na podbój północy na statku "Maud" (to z braku w tamtych czasach "Nautilusa" o atomowym napędzie), zaś później przelatywał nad biegunem samolotem, by wreszcie, wraz z Umberto Nobilem, zawisnąć nad nim w sterowcu "Norge". Wisieli tam jak dwa nietoperze, chiroptera, rękoskrzydłe, wychyleni głowami w dół, i z tej pozycji patrząc, znowu nie było żadnej różnicy pomiędzy biegunem północnym a południowym, na którym - jak ci ze szkoły wiadomo - ludzie do góry nogami chodzą. Włoch i Norweg wypatrywali oczy, ale wówczas nie było tam jeszcze białych niedźwiedzi, których obecne terytorium kurczy się tak szybko, iż postanowiły, biegając truchtem wokół ziemskiej osi, przyśpieszyć nieco jej bieg. - To już mówiłeś - zaprotestowała Yolanda, potrząsając piersiami, by skierować rozmowę na inne tory. - Chciałabym wiedzieć, czy przydam ci się na coś w Jerozolimie? Miałeś się nad tym zastanowić. - Myślę, że tak - powiedział Bob, gdy już byli w Wolnym Mieście. - Są sprawy, których mężczyzna z mężczyzną nie załatwi, choćby tamten był nawet pijanym Norwegiem in duplo. Przy tym zauważ, że Roald Amundsen należał do tej samej narodowości, a więc moja zbiorowa pederastia, tak niesłychanie bulwersująca moją matkę, Ullę Crane, de domo Nielsen, rasy czarno-białej, mięsno-mlecznej, podyktowana była w znacznym stopniu rozwijaniem teorii, dotyczącej losu polarnych niedźwiedzi z Nordkappu. Muszę tu zauważyć, iż zdenerwowanie mojej matki (reszta jak wyżej), nie wynika bynajmniej z faktu, iżby mój okazjonalny homoseksualizm miała za gorszące wyuzdanie, albo za coś towarzysko niewłaściwego, a raczej z tej przyczyny, iż za zboczeńców uważa wszystkich in globo, którzy jej jednej, jedynej nie pożądają. Jako ostatnia prawdziwa kobieta ma do tego prawo, tak uważa, i nie wyłącza z grona swych ewentualnych kochanków także i mnie, in spe, że podobnie jak opuchłonogi król Edyp zajmę miejsce Lajosa Crane'a Starszego i będę ją ruchał. To logiczna konsekwencja przyjętego przez nią założenia. Jest więc, a priori, obrażona na wszystkich krótko- i długochujców, którzy nie dosyć na tym, że nie zabawiają się z nią, to jeszcze tracą siły, spermę i czas na jakieś myszowate pizdule, na Norwegów z Nordkappu i na białe niedźwiedzie. - Bob Crane - powiedziała Yolanda, która leżąc na boku na hotelowym łóżku oparła się na łokciu, skutkiem czego piersi zjechały jej pod ramię; zaś Bobowi żołądek podjechał do gardła. - Jesteś wstrętnym pedałem, zoofilem i kazirodcą! Czy mam coś dodać? - Mówisz dokładnie niczym moja matka, niedoszła Jokasta. Jeżeli chodzi o mnie, to lubię jeszcze analizm heteroseksualny. Gustował w nim i Tyberiusz Klaudiusz Nero, następca boskiego Oktawiana. Caius Iulius Caesar Octavianus - od 27 roku przed naszą erą także Augustus - spadkobierca wielkiego Cezara, zdobywca Rzymu i jeden z triumwirów w czasie, gdy za pomocą list proskrypcyjnych pozbywano się wielu wrogów, w tym i sławnego Cycerona, by za ich majątki uzyskać środki finansowe na walkę z Brutusem i jego poplecznikami; po Filippi władca Italii i prowincji zachodnich, a po Akcjum całego państwa, wobec braku męskiego potomka i za namową swojej małżonki, Liwii, zwrócił swe boskie i cesarskie spojrzenie na jej syna, Tyberiusza, którego uczynił wcześniej swym zięciem, i którego nienawidził serdecznie. Miał i inne obiekty niechęci - troje dzieci byłego kolegi triumwira, Marka Antoniusza, spłodzone z tą egipską dziwką, Kleopatrą, wychowywała jego siostra Octavia; a i wcześniejszy pomiot wszetecznicy znad Nilu, Cezarion, pętał mu się jak duch ojca przed jowiszowym jego wzrokiem. Boski August nie wytrzymał zatem i kazał go wreszcie zgładzić, by mu ów nie psuł humoru swym kurewsko-cesarskim obliczem. Liwia - dzięki Kaliguli późniejsza boginka - bardzo orędowała za Tyberiuszem u swego małżonka, bo miała zamiar rządzić w imieniu syna tak, jak nie udawało się jej to in nomine małżonka. Oktawian nie chciał przystać na podsuwanego mu nachalnie kandydata, mając go za człowieka słabego charakteru, tchórza i rozpustnika, jednak z braku lepszego laku zgodził się najpierw przyjąć pasierba do współrządów, a w niejaki czas potem usynowił go. W nagrodę został otruty przez Liwię, swą boską żonę, i Tyberius Claudius Nero rozpoczął kadłubowe rządy, kierowany światłymi radami mamusi, gotowej i jego otruć na najmniejszy znak niesubordynacji.
- Weź krem - powiedziała skromnie mademoiselle Yolanda.
I wówczas Robertus Craneus Iuvenis rozpoczął na tyłku słowiańskiej niewolnicy, sprowadzonej wraz z jantarem z kraju odległych puszcz i zimnego morza, swój taniec, któremu zawdzięczał przydomek zadysty, czyli zadniego artysty. Rżnął Yolandę długimi, posuwistymi ruchami, wychodząc z niej niemal cały, by tym gwałtowniej atakować ją swym karbem, co wbijał się w nią przy każdym pchnięciu niczym sęk podczas zjeżdżania okrakiem po nieheblowanej belce; a też i ona odpowiadała na to dźwiękiem, jaki wydaje z siebie pień soczystej, twardej sosny, pinus silvestris, gdy ją końmi z lasu przywiozą i żywą jeszcze w środku rzucą na traki. Robertusowi Iuvenisowi zdawało się, iż jego wspaniały, twardy karb zdolny jest teraz pośród skalnych rozbryzgów granit kruszyć, podczas gdy boskie jądra uderzały miękko, ale i gwałtownie, o rozwarty srom Yolandowy, po którym spływał - niczym złota żywica - jej słodki, pachnący sok podniecenia, bólu i rozkoszy. Bob czuł zbliżający się swój koniec, aż wytrysnął nagle na oślep, przed siebie, w głąb tajemniczych i mało zbadanych jaskiń, a wówczas spłakana, krzycząca w bolesnej męce i ekstazie Yolanda uciekła spod niego tak gwałtownie, że Crane'owi się zdawało, że mu przy tym wyrwała genitalia. Krzyknął dziko - i to było najrozkoszniejsze. I siedzieli tak, zaczerwienionymi twarzami zwróceni ku sobie, i trzymając się za własne przyrodzenia jęczeli głucho niczym dwa wirujące, metalowe bąki. Za nimi szumiała klimatyzacja, starając się usunąć nadmiar ciepła, wytworzonego w porubstwie przez rzymskiego patrycjusza i jego słowiańską niewolnicę. Metalowe bąki wyczerpały wreszcie nagromadzoną w sobie przez posuwanie spiralnego pręta energię, i Bob powiedział: - Czy wiesz jak się robi małe deseczki? - Ja wiem - odezwał się Aron, włączywszy się w tym właśnie momencie, a może nawet nieco wcześniej. - Tak jak małe dziewczynki: rżnie się większe! - Podglądałeś nas, ty obrzezany kutasie - stwierdził Crane. - Jesteś zwykłym, żydowskim, gołochujskim scoptofilem. Amen. A moja matka, Ulla Crane, de domo Nielsen, nie lubi takich na równi z onanistami, bo taki sam ma z nich pożytek, jak z mojego Crane'a Dosyć Małego, czyli Craneusa Minusculusa.
- Ja - powiedziała mademoiselle Kucharski - przeżywam orgazm oralno-analno-vaginalno-łechtaczkowy. - Well - odezwał się Crane. - To rzeczywiście godne pochwały. Czy my musimy jednak dokądś wychodzić?
- Czy tu się płaci zależnie od wydajności air-conditioning? - U mnie zapłacicie połowę, no, powiedzmy: jedną trzecią, a komfort ten sam. No i pogadać będzie można o białych niedźwiedziach. - To mnie przekonuje. Mój przyjaciel Kmita powiedział mi, że w jego kraju także okazjonalnie występowały białe misie, przeważnie w nastawionych na turystykę podgórskich miastach na południu, stanowiąc atrakcję fotograficzno-erotyczną dla panienek, a fotograficzno-familijną dla rodzin z dziećmi. Pisku i wrzasku było przy tym co niemiara, bowiem miąższem tego fenomenu przyrody oraz kultury był zwykle młody góral pędzony siwuchą. Muszę przyznać, iż zapaliłem się do zbadania przyczyn powstania tego niezwykłego rytuału folklorystycznego na czterdziestym dziewiątym równoleżniku, niestety jednak owe fałszywe egzemplarze thalarcti maritimi jako pierwsze zastosowały się do teorii Crane'ów, ojca i syna, i wyginęły; a to dla tej przyczyny, że młody góral napędzany samogonką nadzwyczaj źle znosił wzrastającą na zewnątrz włochatego pokrowca temperaturę. Niedźwiedziej powłoki á la kombinezon kosmiczny - szytej domowym sposobem ze skór polskich owiec górskich, zwanych wrzosówkami - nie dało się wyprodukować z dwóch powodów: po pierwsze wymarły owce, a po drugie - poza dwoma wypadkami - rodacy Kmity nie latają w kosmos. Pierwszy incydent był - o ile wiem - za sprawą niejakiego Twardowskiego.
Boski Robertus Iuvenis Caesar podniósł dłoń, uciszając tokującego Żydka, na którym zrobiło to takie wrażenie, jakby miał przed sobą równie boskiego Tyberiusza, czy też jego gorliwego namiestnika, Piłata z Pontu, piątego procuratora Judei, cierpiącego na migrenę i pozbawionego zarówno cudownego Tylenolu, jak i dostępu do angielskiego czasopisma "Migraine News". Pontius Pilatus, którego siedzibą była Cezarea Nadmorska, zjeżdżał corocznie na żydowskie Święto Paschy do Jerozolimy, by własną osobą, i podległymi jej kohortami wojsk rzymskich, tłumić możliwe rozruchy i waśnie. Tak było przez ponad dziesięć lat, w czasie których siłą swego rozumu i zbrojnego ramienia czuwał nad opornymi poddanymi odległego i boskiego Tyberiusa Claudiusa Nero, obrabiającego na Capri tyłki pięknych niewolnic oraz niewolników, sprowadzanych ku jego przyjemności ze wszystkich odległych krain do Stolicy Świata.
Piłat Poncki, po rzezi sprawionej Samarytanom na górze Garizim, zapomniał z żalu wszystko, w tym także i jakiegoś przybłędę Jeszuę, który przyszedł z Galilei do Jeruszalaim podburzać lud w czasie święta i chciał zburzyć świątynię, oraz negował w swym prostackim zadufaniu wiecznotrwałość władzy cesarskiej, w tym szczególnie Tyberiuszowej; a pamiętał jedynie, po swym odwołaniu z Judei, tylko tego wściekłego psa Kajfasza, co słał na niego nieustające skargi do Rzymu, przewożone przez Sejana na Capri. - Słysz, Kajfo - powiedział Robertus Biloxus - że nie ma specjalnych powodów, dla których białe niedźwiedzie nie mogłyby występować w kraju mojego przyjaciela, Johna Mortimera Woldcoka, to jest w Nowej Zelandii. Jest ona bardziej wysunięta na południe, w stronę Antarktydy, niż zachodnie wybrzeża południowej Afryki, gdzie dobrze się mają pingwiny okularowce, spheniscus demersus, a niemal tak samo położona jak Patagonia ze swym aptenodytes patagonica na czubku Ameryki Południowej. Jedynie zatem owej fatalnej nielotności thalarctorum maritimorum John Mortimer zawdzięcza, iż wśród Maorysów, merynosów i węży nie przechadzają się statecznie niedźwiedzie polarne. Myślę, że pewną przeszkodą jest także udowodniony przez bohaterów ruchu "Ostatni Mohikanin" fakt braku zainteresowania misiów owocami kiwi, jako środkiem spożywczym. John Mortimer Woldcok jest moim przyjacielem i partnerem do brydża, nie polecam mu zatem sprowadzenia na zarybek pary gatunku thalarctos maritimus, by nie skończyło się to tak, jak w wiecznie zielonej Jutlandii, skąd wywodzi się moja matka, Ulla Crane, de domo Nielsen, poddana reliktowego króla.
- Jesteś poganinem, Robercie z Biloxi, synu pieprzonych anabaptystów, wyznawco Bonhoeffera, obecny biseksie i przyszły sodomito! Rzekłem! Jako poganin nienawidzisz nas, Żydów, mających silną religię i jednego, centralnego Boga, dzięki czemu nie rozpraszamy swych sił na pomniejsze bóstwa i bóstewka. Mamy jedną świątynię, a wspomniani przez ciebie Samarytanie, których twój duchowy praszczur wyrżnął w pień, byli jeszcze bardziej ortodoksyjni od nas, zaczym ze Starego Testamentu uznawali tylko Pięcioksiąg. Dzisiaj te psy mieszkają w okolicy Nablusu i Jaffy, ponieważ Dżebel et-Tor, ich święta góra w Samarii, napawa ich od czasów Piłata zbytnim lękiem.
copyright (c) by: Michał Stachyra aka Puszon |